Nemere siedziała na
plaży i wpatrywała się w klif, na którym kiedyś stał jej dom. Uśmiechnęła się
do siebie. To były wspaniałe czasy, kiedy jako młoda dziewczynka biegła do
matki pokazać jej nowe znalezisko. Wszystko to jednak zostało zrujnowane w
dniu, kiedy Bliźniacze Wyspy nawiedziło ogromne trzęsienie ziemi. Nawet po tylu
latach czuła ucisk w piersi. Dzisiaj wypadała rocznica. Dziewczyna co roku
przychodziła w to miejsce i odtwarzała dzień tragedii. Jej starszy brat karcił
ją za to. Uważał, że jest głupią masochistką. Nie rozumiał, że ona tego
potrzebowała. Nie mogła tak po prostu zapomnieć. Zwłaszcza, że widziała to
wszystko na własne oczy. Może gdyby wtedy Furge nie zaczęła się z niej
wyśmiewać nie uciekłaby ze szkoły i nie zaszyła się nad morzem by wyobrażać
sobie dalekie podróże do Sorboldu. Niestety. Była tamj, gdy ziemia wydała z
siebie groźny warkot a następnie zadrżała jak nigdy dotąd. Nemere dotknęła
swojego boku i poczuła pod palcami nierówność blizny. Wstrząs był tak silny, że
rzucił nią na ostrą skałę. Obolała i krwawiąca, nie mając siły by wstać po
prostu patrzyła jak klif się osuwa a jej rodzinny dom spada i uderza o skały.
Patrzyła jak ściany rozpryskują się na kamieniach. Patrzyła na niewyraźną
postać matki, która próbuje się ratować. Jak biegnie a ziemia osuwa się spod
jej stóp. Nie zdążyła. Nemere jak dziś pamięta jej powolny lot w dół. Miała
wrażenie, że to trwało całą wieczność. W pewien sposób nie mogła się doczekać
aż bezradne ciało dosięgnie woda. Chciała żeby to się już skończyło. Wiedziała
jakie będzie zakończenie. Matka nie miała żadnych szans. Nie chciała tego
widzieć, ale nie potrafiła odwrócić wzroku. W takim stanie znalazł ją Szalez.
Leżącą bezwładnie z szeroko otwartymi oczami i pustym spojrzeniem. Zmarzniętą i
krwawiącą.
-Znowu tu siedzisz,
głupia! - Bardziej stwierdził niż spytał. - Na Dobrą Lehel! Ile razy mam ci
powtarzać, że…
-Wiesz, że to też
jest częścią mojego rytuału? - Przerwała mu dziewczyna.
-Nazywasz to głupie
sterczenie tutaj rytuałem? Z resztą, to bez sensu. Nie mam zamiaru się z tobą
znowu kłócić. Chodźmy.
-Dobrze. - Nemere
wstała i otarła łzy. Czułą się w pewien sposób oczyszczona i gotowa na powrót
do codzienności.
-Oh ty głuptasie. -
Szazlez wziął ją w objęcia. Wtuliła głowę w jego ramię. - Kocham cię i nie mogę
patrzyć jak się tutaj katujesz. - Pocałował ją w czoło. - Mam coś dla ciebie.
Dostaniesz jak wrócimy do domu.